ŁKS – Polar Wrocław 2:0 (0:0)


Po raz pierwszy w tym sezonie ŁKS wygrał, po raz pierwszy w historii drugoligowych występów nie przegrał z Polarem i po raz pierwszy strzelił drużynie z wrocławskiej dzielnicy Zakrzów gola w Łodzi.

To powinno poprawić nastrój w zespole ŁKS i nieco zmniejszyć ciśnienie towarzyszące występom łodzian. Przestrzegamy jednak przed nadawaniem sobotniemu zwycięstwu zbyt dużego wymiaru, bo mecz z Polarem przyniósł tyleż budujących spostrzeżeń, co i niepokojących.

W ataku zespołu trenera Włodzimierza Gąsiora wystąpiło dwóch rekonwalescentów – Bartłomiej Grzelak i Łukasz Mierzejewski. Widać było jednak, że nie są w pełni sił, bo biegali niemrawo. Mierzejewski wyraźnie utykał, a obaj grali ostrożnie.

Początek należał więc do wrocławian, którzy zorientowali się, że ŁKS nie stwarza zagrożenia i przejęli inicjatwę. W 10 minucie pechowo główkował Napierała i aktywny Grzegorz Podstawek przejął piłkę. Jego akcję przerwał jednak faulem Artur Adamus. Cztery minuty później w podobny sposób Cezary Czpak zatrzymał Marcina Kruszelnickiego. Polar atakował składnie, a większość jego akcji konstruowali Marek Grabowski (rok temu strzelił ełkaesiakom dwa gole we Wrocławiu) i debiutujący w Polarze Piotr Juraszek, świetnie współpracujący z Podstawkiem.

Po kwadransie jednak ełkaesiacy uporządkowali grę. Mierzejewski i Grzelak zapomnieli o kontuzjach i stali się zadziorni. W 17 minucie ,,Mierzeja’’ uprzedził bramkarz, a siedem minut później dośrodkowanie Grzelaka przejął na głową Tomasz Rączka, ale trafił w rekę swojego imiennika Hryńczuka. W 28 minucie Paweł Golański groźnie strzelił nad głową bramkarza, który jednak musnął piłkę, kierując ją nad poprzeczkę. Golański był indywidualnością tego spotkania.

Obok niego wyróżnił się inny mistrz Europy juniorów Adrian Napierała, a pierwszego gola strzelił ich kolega ze złotej drużyny – Łukasz Mierzejewski.

W 48 minucie z rożnego dośrodkował lewą nogą Rafał Rutka, a stojący na środku pola karnego Mierzejewski uprzedził obrońców i dynamicznie uderzył głową, trafiając w sam róg bramki. Wrocławianie jeszcze dyskutowali o tym kto zawinił, a już Hryńczuk musiał drugi raz wyjąć piłkę z siatki.

Grzelak i Mierzejewski absorbowali obronę na środku, a stojący obok nich Jacek Sorbian sprytnie podał do nadbiegającego Rączki, który silnym strzałem podwyższył wynik.

ŁKS w tej fazie przeważał, a sporo ożywienia do gry wniósł Artur Błażejewski. Poza golami łodzianie stworzyli jeszcze kilka klarownych sytuacji podbramkowych. W 42 minucie Mierzejewski główkował obok bramki, w 43, 51 i 58 min Grzelak przegrał jeden na jednego z bramkarzem, a tuż po przerwie w podobnej sytuacji strzelił niecelnie.

Wydawało się, że istotne znaczenie może mieć incydent z 62 minuty. Napierała przewrócił uciekającego łódzkim obrońcom Łukasza Augustyniaka i sędzia Hubert Siejewicz pokazał łodzianinowi za ten faul taktyczny czerwoną kartkę. Obrona ŁKS została wystawiona na trudną próbę i niestety popełniała wiele błędów. Na szczęście rywale nie potrafili ich wykorzystać. W 69 minucie strzał Tomasza Pawlaka zatrzymał przed bramką Grzegorz Sitnicki, a dobitkę obronił nogą Rutka. Dziesięć minut później Podstawek trafił w słupek w sytuacji sam na sam ze Skrzypcem, a w 87 minucie skopiował tę akcję Augustyniak. Nie zdołał pokonać łódzkiego bramkarza także Pawlak, główkując nad bramką.

Łódzki bramkarz debiutował w roli kapitana ŁKS i nie dał się pokonać, dając przykład skutecznej gry.

Zwycięstwo ŁKS jest zasłużone, ale i szczęśliwe, bo rywale zaprzepaścili kilka wybornych szans bramkowych.

Autor artykułu: Marek Kondraciuk

Comments are closed.